
Buraki pieczone w folii z domowym pesto oraz ricotta i mieta. Przepis inspirowany "Ulubionymi warzywami pana Wilkinsona"
To bardzo prosty sposob na pyszne danie. Dla fanow polskiej literatury - buraki pieczemy tak jak matka upiekla Rozalke..Na trzy zdrowaski;)
CZEGO NAM TRZEBA?
2 duze buraki (moze byc wiecej, w zaleznosci od apetytu), wyszorowane i z obcietymi ogonkami. Mam na mysli warzywa, oczywiscie;)
oliwa do skropienia
sol himalajska (ale moze byc takze morska w platkach, badz taka jaka akurat macie pod reka)
1-2 duze duze lyzki czerwonego octu winnego
Rozgrzejcie piekarnik do 200C.
Dwa prostokotne kawalki folii aluminiowej skladamy na krzyz. Na srodku sadzamy buraka i skrapiamy oliwa, posypujemy sola i szczelnie zawijamy w folie. Tobolek z burakiem ukladamy na blasze i wstawiamy do piekarnika na trzy zdrowaski. .
Pieczemy,,
I jeszcze pieczemy..
Ponad godzine (to sa dlugie zdrowaski) , ale mysle ze to jest kwestia danego piekarnika, wiec kazdy musi kontrolowac miekkosc burakow we wlasnym zakresie.
Jesli sa juz dostatecznie miekkie, wyjmujemy, delikatnie rozwijajac z folii. Nacinamy kazdy na krzyz i zostawiamy na kilka minut, zeby przestygly.
Tuz przed podaniem skrapiamy octem i wedlug gustu- serwujemy albo z rocotta i mieta, albo pesto. Ja lubie obie wersje, choc domowe pesto zawsze pozostanie moim ulubionym dodatkiem do wszystkiego.
Niedlugo podam przepis na RAW wersje - bez parmezanu i peccorino. Nie krzywcie sie!:)
Z RICOTTA
4 duze lyzki sera ricotta
kilka porwanych listkow miety
Z DOMOWYM PESTO (przepis z warsztatow kulinarnych prowadzonych przez Leonardo Masi i Alfredo Boscolo, czyli Kuchnia Dantego)
doniczka z bazylia (jedna doniczka starcza na dwie osoby. No chyba, ze jedza mniej, to wtedy na 3-do 4. Ale w mojej kuchni jest do pozialu na pare)
2 duze zabki czosnku
10 dag utartego sera parmezan i peccorino
orzeszki pinii
szczytpta grubej soli
oliwa
(...)Porzuccie wszelka nadzieje, wy ktorzy nauczycie sie przyrzadzac pesto we wlasciwy sposob ze stosownych skladnikow (...)" Juz nigdy nawet nie spojrzycie na gotowe pesto ze sklepowej polki. Panowie z Kuchni Dantego, twierdza ze to spotkanie rozswietli nasze zycie, ze poczujemy sie spelnieni. I cos w tym jest, bowiem pesto jest tak pyszne, ze mozna je jesc lyzka prosto z mozdzieza. Wiem. Robilam to.
W kamiennym mozdzierzu UCIERAMY jeden zabek czosnku na konsystencje papki. Lekko solimy.
Dodajemy tyle listkow umytej i osuszonej*** bazylii ile zmiesci sie w mozdziezu. (***nie wycieramy, tylko cierpliwie czekamy, az sama wyschnie) . Ucieranie ma te przewage nad miksowaniem/blendowaniem ze dzieki niemu bazylia zachowuje silny aromat i nie zostaje podgrzana podczas miksowania (jest wrazliwa na cieplo).
Ucieramy wszystko okreznym ruchem tluczka, aby uwolnic armoanty i olejki; zielona esencje pesto.
Powtarzamy cala akcje, az do wyczerpnia nakladu listkow na galazkach.
DODAJEMY lyzke pinii i dalej ucieramy.
Dokladamy sery: conajmniej 100g parmezanu i peccorino.
Rozprowadzamy calosc oliwa, tak aby uzyskac dosc gesta konsystencje.


Ostatnio nad przypadkowo odkrytym pojemniczkiem syryjskiej chalwy, jeczydupilam ze to juz nie to co kiedys (tak! Przed 39-tym;) ), ze kiedys (czyli drzewiej badz onegdaj) to byla lepsza, slodsza i zaklejala paszcze skutecznie (co mialo niewatpliwa zalete, ze przez chwile moi rodzice zatapiali sie w ciszy, bo ja akuratnie bylam zajeta czyms innym niz "nadawanie". Badz krecenie sie w kwiecistej spodnicy, ze szczotka w charakterze mikrofonu. No ale to inna historia). Tym samym potwierdzilam teorie, ze jakoby uwazaj, czego se zyczysz, bo ci sie moze przytrafic. I zupelnie przypadkowo, sama sobie bicz na tylek ukrecilam. I spodnie z gumka;) Pyszne i banalne do wykonania!
Jesli nigdy nie probowaliscie "surowego" deseru, albo (w ogole zadnego deseru) myslac, ze przygotowanie go bedzie zbyt skomplikowane, wymagajace jakiegos specjalnego kuchennego parku maszynowego, czy skladnikow ktorych na pewno nie znadziecie w sklepie..to mam dla Was niespodziewanke! Bogate w smaku, lekko slonawo-slodkie, z dodatkiem maki z migdalow i syropu z agawy. Umieszczone w mikro-papilotkach (mam na mysli te maluskie papierowe) lub w silikonowych foremkach, a potem w zamrazalniku na przynajmniej godzine.
Z podanych ilosci skladnikow wychodzi ok 16 "pralinek', ale nie ma sie co oszukiwac. Ukreccie sobie wiecej, bo mozecie skonczyc tak jak ja; zjadajac mase prosto z miski!
CZEGO TRZEBA?
1/2 kubka tahiny (pamietacie, ze uzywam miarki z jUeSej, wiec mam cupsy. Ale poporstu trzymajcie sie proporcji, ze tahiny jest 2 x wiecej niz maki z migdalow)
1/4 kapsa maki z migdalow
1/4 (ale to juz indywidualnie) syropu z agawy
sol do posypania pralinek.
***
make i agawe bez probelmu znajdziecie w dzialach 'jestesmytacyeko' w spozywczych sklepach. Tahine kupuje w sklepie przy restauracji Samira (w Mordor City)
Mieszamy tahine, make migdalowa i agawe w misce, do uzyskania jednolitej masy.
Przekladamy do foremek, solimy lekko po wierzchu i poddajemy krioterapii w zamrazarce.
Finito.
Potem juz tylko wieksze spodnie, najlepiej dresowe z luzna gumka (dopsz, ja wiem, dzis rano juz sobie pozartowalismy o gumce. No ale przeciez nie moga byc spodnie na sznurku!;) )
Financiers. Kupilam te ksiazke przez wzglad na dwie rzeczy - Paryz oraz wspomniane financiers, lekkie, wilgotne i pysznie nieskomplikowane, przypominajace male sztabki zlota. Zastanawialam sie czym Was skatowac wizualnie z okazji zblizajacego sie weekendu? No i juz wiem. Jesli nie macie - tak jak ja - nic slodkiego pod reka- to zaslinicie sie po pachy.
Poza przepisem na financiers, mozecie w pieknie wydanej ksiazce, nasycic oko zdjeciami Paryza oraz kuszacych slodkosci. Od klasycznej tarty z truskawkami, przez bezy, eklerki z gorzka czekolada, macaroniki, Isphan z malinami i lychee, czekoladowe cupcakes z rozanymi piankami...skonczywszy na karmelizowanych kasztanach, gorzkiej czekoladowej tarcie, czy baba au rhum (ktore to trafilo na francuskie stoly dzieki polskimu krolowi; jego nadworny cukiernik zmodernizowal troche tradycyjna polska drozdzowa babke, dodajac do przepisu malage, rodzynki, szafran i creme pattisiere).

Zacznijmy od tego, ze to nie jest klasyczny sernik, bo nie ma w nim odrobiny sera. Nie ma tez jajek, smietany, cukru, maki, zelatyny i generalnie niczego nie ma, gdyz poniewaz i albowiem w swiecie RAW i mlodo wygladajacej 75-letniej Mimi Kirk nie ma miejsca na cukier i jajka;)
Na ostatnim zdjeciu ciasto wyglada jak Pacman, stad nazwa. Ciagle slabo mi idzie poetyckie nazwenictwo kulinarne i chyba juz nie bede podejmowac zadnej proby w tym kierunku.
Nie bede pisala, ze w smaku jest zaskakujaco dobre, bo to brzmi jakbym nie wierzyla, ze RAW desery moga byc smaczne. OK, kiedys faktycznie nie wierzylam, ale juz mi przeszlo. Moga byc smaczne i nie jestem zaskoczona tym bardziej, niz deszczem w Londynie.
Ok, do roboty, bo kawa stygnie!:)
Spod:
1 3/4 wiorkow kokosowych
1 szklanka orzechow pecan
2 szklanki szuszonych daktyli (najlepiej zafundowac im relaks w cieplej wodzie przez ok 20minut . Nie trzeba masowac, ale warto namoczyc:) Slodka wode, ktora zostanie po kapieli, mozna zachowac i jesli konsystencja ciasta jest za sucha, wykorzystac jako lepiszcze. Slowo "lepiszcze" jest straszne i nie wiem skad przyszlo mi do glowy. Byc moze jest jakas pochodna slowa "baryszcz", ktorym czestowal widzow kaberet Hrabi:)
1/4 lyzeczki soli (ja uzywlam rozowej himalajskiej)
1/4 szklanki surowego kakao (uzywam kako RAW, ale bez problemu mozecie uzyc "klasycznego". Wazne zeby nie bylo dosladzane)
Masa czekoladowa:
2 duze (badz 3 srednie) dojrzale avocado
1/4 szklanki slodziku w plynie. Ja uzywam syropu z agawy, poniewaz nie zmienia on smaku danego deseru. Poporstu slodzi.
1/4 lyzeczki soli
1/2 ekstraktu waniliowego (nie zapachu!) badz laska wanilii
1/4 szklanki kakao
3 duze lyzki oleju kokosowego (rozpuszczonego) ***
kilka duzych truskawek, do ulozenie ma czekoladowej masie
Masa truskawkowa:
1 szklanka orzechow cashew (najlepiej namoczonych przynajmniej przez godzine)
1 szklanka swiezego kokosa
1/4 szklanki swiezej wody kokosowej
3 lyzki syropu z agawy
1/4 lyzcezki soli
laska wanilii
1/4 + 1 lyzka oleju kokosowego (rozpuszczonego)***
2 szklanki slodkich truskawek
dekorejszyn, czyli ozdobniki:
truskawki pokrojone wedle uznania (ja kroilam w cwiartki) oraz 2 duze, starte kostki gorzkiej czekolady (w moim przypadku 70%. Czekolada moze byc RAW, ale juz powtarzalam i bede powtarzac do znudzenia - nie ma przymusu. Ja w tym przypadku uzylam Lindt, zamiast szukac z obledem w oku czekoaldy RAW).
*** olej kokosowy mozna bez problemu kupic w sklepach typu Alma, czy dziale ekobioorganicjestesmytacyzdrowi np. w MarcPolu. Oleju szukamy patrzac na maly, bialy sloiczek z francuskobrzmiaca nazwa. Przynajmniej w moim przypadku tak bylo.
*** musze sprecyzowac miare "szklanka". Tak na prawde uzywam tego slowa jako odpowiednik amerykanskiego CUP, czyli kubeczka Jesli macie takie miarki - miseczki, to najczesciej one sa oznakowane na kilka spsobow. M.in na cup'sy i na mililitry. Widzialam takie w DUKA, wiec wiem, ze nasz "kuchenny park maszynowy" mozna w to wyposazyc bez koniecznosci odbywania kilkugodzinnej podrozy do Juesej.

Bierzemy sie do roboty.
Wszystkie skladniki na SPOD CIASTA wrzucamy do malaksera/food procesora/ blendera/ robota kuchennego/R2D2 co mieli na miazge. Chodzi o to, zeby masa byla na tyle plastyczna, zeby bezproblemowo dala soba wylozyc spod foremki (uprzednio lekko nasmarowanej olejem kokosowym). Uzywam wysokiej, tortowej formy, o srednicy 16 cm.
Jesli jest za sucha, mozna dodac kilka daktyli, badz slodka wode, ktora pozostala po ich namoczeniu.
Gdy jest gotowa, wykladamy ja na blache i umieszczamy w lodowce.
W czasie gdy spod ciasta chlodzi sie leniwie, my bierzemy sie za MASE CZEKOLADOWA, co jest najlatwiejsze i najszybsze z calego tego balaganu:) Poprostu wszystkie skladniki "na mase czekoladowa" wrzucamy do robota kuchennego i miksujemy na gladka mase. Wykladamy mase na czekoladowy spod i znow umieszczamy w lodowce.
TRZECIA CZESC, czyli masa truskawkowa.
Orzeszki cashew, swiezy kokos, kokosowa wode, agawe, sol i wanilie miksujemy/blendujemy na gladka mase. Dodajemy olej kokosowy i mieszamy kolejna minute. Dodajemy truskawki.Mieszamy. Znowu.
Przekladamy wszystko do miski i wstawiamy na okolo godzine do lodowki, na tyle zeby masa osiagnela konsystencje mniej wiecej gestej, bitej smietany.
Na koniec wykladamy mase truskawkowa na czekoladowy spod, dekorujemy swiezymi truskawkami i posypujemy starta czekolada.
ZNOW umieszkamy w lodowce. Przynajmniej na godzine, choc nie zaszkodzi na cala noc.
Idealne do porannej kawy;)
F*** it, let's go to New York! MUFFINY BANANOWO - KAWOWE

NYC jest moja dzisiejsza inspiracja (poza tym, obejrzalam swoje zdjecia z Sopot Slow Food Festival i po miesiacach na RAW, wyglada na to, ze mozna jedynie wnioskowac, na podstawie tego, w ktorym kierunku trzymam noz; czy moj to biust, czy moze lopatki). Ewidentnie cukier prosty przyjety raz na jakis czas, krzywdy mi nie zrobi)
Zatem w oczekiwaniu, az wszyscy wyjada na kolejny przedluzony weekend (i nikt nie zauwazy, co wysmarowalam na temat gotowania na molo) dziele sie z Wami przepisem na MUFFINY BANANOWO - KAWOWE z gorzka czekolada (nie sa w najmniejszym stopniu RAW). Prosto z cukierni na Brooklynie. Przepis troche zmodyfikowalam; w oryginale jest wiecej cukru i masla. Oraz mniej kawy. Jest tez widok na Dolny Mannhattan, ale jak sie nie ma co sie lubi..
Ten przepis wymaga rozpuszczalnego espresso***, ktore daje bananom dodaje niespodziewana wytrawnosc kawowego smaku. Idealne na sniadanie (wtedy najlepiej upiec je wieczor wczesniej,- utrzymuja zapach, a smak bananow intensyfikuje sie po kilku godzinach "lezakowania". Zanim zaczelam prowadzic ten "blog" nawet nie zdawalam sobie sprawy, ze mam tak bogaty zasob slow;)
CZEGO NAM POTRZEBA?
4 dojrzale, sredniej wielkosc banany
1/4 szklanki brazowego cukru (ale moze byc wiecej, w zaleznosci co kto lubi. Ja wole wersje mniej slodka)
1/2 kostki malego masla
1/4 szklanki pelnotlustego mleka (ale 2% tez sie nada)
1 duze jajko
1,5 do 2 szklanek maki pszennej.
4 duze lyzki rozpuszczalnego espresso
1, 5 lyzeczki sody oczyszczonej
1 lyzeczka soli
1 szklanka czekoladowych, gorzkich groszkow, badz drobno polamanej, gorzkiej czekolady
Rozgrzewamy piekarnik do 180C.
W misce rozgniatami banany, dodajemy do nich cukier, maslo, mleko i jajko.
W drugiej misce, mieszamy przesiana make z espresso, soda i sola.
Do miski numero dos, dodajemy zawartosc miski numero uno. Miksujemy, badz mieszamy na jednolita mase.
Dodajemy czekoladowe groszki.
Forme do muffinow, wykladamy papierowymi papilotkami i kazda z nich, zgodnie z przepisem nowojorskim - wypelniamy do mniej wiecej 3/4 wysokosci. Ja sie wylamalam i wypelnilam po brzegi, dzieki temu muffin podczas pieczenia nabiera ksztaltow Pudziana;)
Pieczemy przez ok 20-30 minut w temperaturze 180C.
Muffiny sa gotowe, gdy wbity w nie drewniany patyczek wychodzi suchy ( i cieszymy sie ze jednak NIE JEST to Pudzian, bo pewnie by nam tego nie puscil plazem) , a nie oklejony skladnikami.
Wtedy wyjmujemy blache z piekarnika i czekamy kolejne minuty (15-20) az muffiny przestygna. Wyjmujemy z foremek i ustawiamy na czyms co nazywa sie "cooling rack", ale nie przesadzajmy. Nie jestesmy profesjonalnymi cukiernikami - zwykla suszarka do naczyn tez sie nada;)
Z podaneych skladnikow otrzymacie ok 12-14 muffinow, mozna je przechowywac do dwoch dni.
***rozpuszczalne espresso, badz jak niektorzy mowia eKSpreso, to nie to samo co espresso poranne, zaparzane w ekspresie cisnieniowym. To pierwsze- w przeciwienstwie do tego drugiego - natychmiastowo rozpuszcza sie w goracej wodzie, zamiast dac sie cisnieniowo zaparzyc i zabulgotac.
Jest dostepne w wiekszosc supermarketow.

Lody.
Taaak. WIEM.
Jak to ktos juz powiedzial - nikt nie da Wam tyle, co CLNG Wam naobiecuje;)
Zeby nie przeciagac, bo i tak przegielam i jak tylko podziele sie tym przepisem,to ide sobie posypac glowe popiolem.
Lody sa weganskie,a wlasciwie witarianskie, czyli RAW. Zero cukru, jajek, smietany.
Nigdzie nie idzcie!
Dajcie mi do konczyc, zamiast sie z obrzydzeniem marszczyc, ze bleeeee, bez cukru i smietany?!
Ich baza sa dojrzale banany. Najlepiej takie bardzo slodkie, co to im sie juz na skorce pojawiaja male piegi (ale tez nie takie, jakie kiedys znalazlam jako powitalny posilek w pewnym barcelonskim mieszkaniu. Byly czarne. I to wcale nie bylo tak jak z czarna sola, ze niby rarytas). No w kazdym razie CZEGO NAM POTRZEBA ?
banany 3-4 sztuki duze
mrozone/swieze owoce insze, czyli truskawki (do lodow truskawkowych), jagodowe (do jagodowych), malinowe (zgadnijcie do jakich?).
maslo orzechowe (nie musi byc RAW, wazne zeby nie bylo solone)
orzechy
swieze owoce do przybrania
syrop z agawy
malakser badz reczny blender dla silnych i odwaznych (to akurat z doswiadczenia wiem - chwila nieuwagi i owoce odlatuja tanimi liniami na sciane. Cos jak last minute, z ta roznica, ze miejsce, ktore wybraly sobie na te swoiste wakacje, to nie Malediwy, a biala sciana;)
Banany kroimy w kawalki, wrzucamy do malaksera, dodajemy mrozone owoce (wedle gustu - jak ktos chce truskawkowe, to takie tam wrzuca. jak ktos chce insze, to wrzuca insze. O orzechowych napisze osobno).
Odpalamy blender i on juz wykonuje cala robote. Jesli wolicie lody slodsze, to polecam dodac syrop z agawy (szczegolnie w przypadku lodow jagodowych).
I tyle. Finito! Potem przekladamy cala mase do pudeleczka z pokrywka i wstawiamy do zamrazalnika. Co prawda, ci bardziej niecierpliwi moga od razu te lody jesc, ale wedlug mnie, zeby nabraly odpowiedniej tekstury i konsystencji, trzeba je zamrozic.
I jedna uwaga -- po wyjeciu ich z zamrazalnika, trzeba odczekac z dobre pol godziny, zanim bedzie mozna wbic w nie lyzke. Szczegolnie dotyczy to lodow, ktorych dodatkiem sa mrozone owoce.
Natomiast LODY O SMAKU MASLA ORZECHOWEGO (osobiscie moje ulubione) robi sie podobne, tylko zamiast owocow, dorzucam 5-6 duzych lyzek maska orzechowego i drobno pisiekane orzeszki.
Dobre sa takze lody bananowe z bakaliami i wanilia.
Tu najlepszy jest fristajl. Co tam komu w duszy gra.
Nastepne ktore bede robic to czekoladowe, na bazie bananow i surowego (RAW) kakao. Z kawalkami RAW czekolady.

Gdy lody sa juz zamrozone (ale nie na tyle ze mozna nimi przybijac gwozdzie do sciany), przekladamy do kubeczkow, miseczek, bezposrednio do wlasnej paszczy (ale tu akurat jedyna praktyczna metoda bylaby ta ja Mr. Bean i jego picie porannej kawy, nie wiem czy ktos pamieta?).
Lody mozna udekorowac suszonymi owocami (figi, daktyle, rodzunki etc), badz swiezymi - bo wreszcie zaczynaja sie pojawiac (nawet jesli sa to podrozujace na podwoziu TIRa hiszpanskie truskawki). Mozna tez polac je "czekolada'.
CZEKOLADA:
syrop z agawy, badz syrop daktylowy
kakao.
Et voila!
Dajcie znac jesli ktos z Was zrobi sobie lodzika;)

Przepis na ten kuskus zawdzieczam Eduardo Mendozie.
Juz mowie o co chodzi; biorac pod uwage slimacze tempo w jakim Mendoza podpisuje ksiazki (moja przyjaciolka, ktora chciala zdobyc Jego autograf na ksiazkach oraz - do czego sie nie przyznala- na piersi;) ) wrosla w podloge i przez poltorej godziny zapuszczala korzenie jakies 10 metrow od Autora..). Poniewaz pozostaje zupelnie pozbawiona wrazliwosci na Mendoze (choc gdy przez poslal mi swoje latynoskie spojrzenie , przez ulamek sekundy bylam sklonna kupic ksiazke i tez zapuscic korzenie w oczekiwaniu na Obcowanie Z Autorem. Ale to byla chwila. Co innego gdyby to byl Mario Vargas Llosa..
Zatem, gdy Przyjaciolka cwiczyla poprawna wymowe "¡Gracias señor!" (jezykiem trzeba dotknac podniebienia;) ) ,a Eduardo Mendoza uczyl pisowni polskich imion, ja niespiesznie oddalilam sie na dzial ksiazek kulinarnych. Zignorowalam rozwloczona na kuchennym blacie Marte Grycan. Magda Gessler tez mnie nie rusza. Ruszylo mnie za to, ze jest jakas kucharska ksiazka autorstwa Jerzego Knappe, ktory wg. moich informacji jest fikcyjnym bohaterem z twarza Borysa Szyca. Slyszalam kiedys, ze Artur Zmijewski bywal proszony po lekarska diagnoze. To chyba ten sam kierunek..
W kazdym razie wybor ksiazek kulinarnych generalnie jest slaby, ale ze Mendoza naprawde wolno pospisuje swoje ( dziwie sie ze udalo Mu sie NAPISAC tak WIELE ksiazek. Tak szybko!;) ) chcial, nie chcial wertowalam to co bylo na polce.
No i miedzy przepisami zakonnicy Anieli, a "Jak to robic w kuchni?" (okazalo sie, ze odpowiedz - 'na stole" NIE jest wlasciwa:) ) znalazlam przepis jakiejs poludniowoafrykanskiej autorki lamane na wypasaczke owiec i celebrytke.
Ksiazka miala w sobie duzo przepisow miesnych, wiec pokusilam sie tylko o zupelnie niekulturalne sfocenie strony z przepisem na kuskus z winogronami. Oraz na grillowane haloumi, ale o tym nastepnym razem.
Po dwoch godzinach Przyjaciolka dostala upragniony autograf, ja nauczylam sie na pamiec tytulow wszystkich ksiazek w ksiegarni. No i mam przepis, ktorym sie dziele.
Zmodyfikowalam go troche, bo przepisy kulinarne bardziej uwazam, za sugestie, a nie cos czego trzeba sie kurczowo trzymac (bo w przeciwnym razie w mojej kuchni pojawi sie ich autor i wbije mi widelec w plecy;)
Uwazam, ze to swietne danie piknikowe (albo grillowkowe, ogrodowe, badz do zapakowania w pojemniczek na lunch)
Przygotowanie - ok 15minut, ilosc porcji okolo 6

SKLADNIKI:
2 szklanki wrzatku
1 1/2 szklanki kuskusu
drobno otarta skorka z polowy cytryny
drobno otarta skorka z calej, duzej pomaranczy
sok wycisniety z calej pomaranczy
szklanka praznonych migdalow
1/2 szklanki posiekanej, suszonej zurawiny
garsc posiekanych listkow miety
sol do smaku (ja uzywam soli himalajskiej, ale to nie jest niezbedne)
CO Z TYM ZROBIC?
Do miski w wrzatkiem wrzucamy kuskus, skorke z cytryny, skorke z pomaranczy i sol. Po okolo 10 minutach, gdy kasza napecznieje, rozdrabniamy ja widelcem i dodajemy sok z pomaranczy.
Dodajemy pokrojone winogrona, zurawine, miete i uprazone migdaly.
Potem siadamy z miska na kolanach i jemy palcami, tak jak sie kuskus jesc powinno;)